Dlaczego RODK?

Był to ten okres mojego życia, gdy jeszcze wierzyłem, że są instytucje, w których zatrudniani specjaliści z dziedziny psychologii będą mieli prawidłowy wgląd w potrzeby, oczekiwania i przeżycia dzieci i działając w charakterze biegłych sądowych będą w stanie dostarczyć rzetelnych, obiektywnych i uczciwych argumentów dla silnie faworyzującego matkę sądu. Miałem nadzieję, że badania te umożliwią podjęcie właściwej decyzji, który z rodziców gwarantuje dzieciom lepsze perspektywy wychowawcze i przy którym z nich dzieci powinny na codzień przebywać.

Widząc brak zainteresowania ze strony sądu oraz dużą stronniczość wobec, samemu wyszedłem z inicjatywą i złożyłem wniosek o przeprowadzenie badań w RODK, którym jednocześnie miałem się poddać ja, ówczesna moja żona R oraz nasze dzieci.

W całości i wyłącznie samemu pokryłem dość wysokie koszty tych badań (sąd nie był zainteresowany podziałem kosztów), licząc że ich wyniki pokażą prawdę i przekonają sąd do mojego stanowiska.

Sąd wniosek mój przyjął i pod koniec września zwrócił się do RODK o przeprowadzenie badań i wydanie opinii w terminie miesiąca.

R bardzo się tej opinii obawiała, bo była świadoma, że całkowicie nie radzi sobie ona emocjonalnie, ma bardzo złe relacje z dziećmi, a do tego jako sprawca przemocy domowej (Niebieska Karta i 2x postępowania z art.207kk) jej szanse na dzieci są dość małe.

Gdy termin badań został wyznaczony, R niespodziewanie złożyła w sądzie wniosek dot. zmiany ustalonych kontaktów, w wyniku czego przesłane już do RODK akta, zostały spowrotem ściągnięte do Sądu Okręgowego i do badań w wyznaczonym terminie nie doszło.
Było to dość zastanawiające, gdyż wniosek R został przez nią wycofany, ale do badań także nie doszło.

Trafiliśmy na koniec kolejki i przez kilka kolejnych miesięcy czekaliśmy na nowy termin, który finalnie został wyznaczony na koniec marca.

3...2...1...

Ponieważ dzieci bardzo długo nie widziałem, więc z radością i dużym wyprzedzeniem dotarłem na ul. Zwierzyniecką.
Byłem podekscytowany, cieszyłem się nie tyle z czekających mnie badań, które wiedziałem, że mogą nam bardzo pomóc, co z samej myśli zbliżającego się spotknia z moimi córeczkami.
Kilka minut po czasie do ośrodka przyszła moja żona - R wraz ze swoją matką, która zatrzymała się w korytarzu i przez cały czas silnie trzymając dzieci za ręce nie pozwalała im się do mnie zbliżyć. Dziedzi widziały, że jestem, a w ich oczach malowała się dobrze mi znana radość, jakby chciały mi znów powiedzieć "Cześć tatuś!".

Wspólna rozmowa

Badania zaczęły się od rozmowy mojej z ówczesną żoną.
R od samego początku zaczęła krzyczeć i się awanturować.
W typowym dla siebie stylu obrażała mnie, pomawiała oraz nie pozwalała mi dojść do słowa - zakrzykiwała mnie.
W pewnym momencie osoba prowadząca z nami rozmowę, przerwała ją mówiąc, że do rozmowy tej wrócimy pod koniec dnia i obie strony będą miały możliwość odniesienia się nawzajem do swych stanowisk.
W tym czasie dzieci były w drugim pokoju - nie wiem z kim były i co robiły.

Pokój z lustrem

Zostałem poproszony do pokoju z lustrem weneckim wyglądającym trochę jak pokój biura dyrektora PRL-owskiej spółdzielni mieszkaniowej z minionej epoki. Pod oknem stało biurko, na nim jakieś papiery, z boku stał fotel, lampa, mała półka z książkami i stolik.
W pokoju poza mną nie było nikogo.
Usiadłem na fotelu z boku i cierpliwie czekałem.

Po kilkunastu minutach weszła pani, która wręczyła mi długopis i dwa zestawy kartek.
Jeden zestaw stanowiła lista z pytaniami (ok. kilkudziesięciu pytań, w sumie ok. 4 stron A4), a drugim były zszyte zszywaczem karty, w których miałem zaznaczać wybrane odpowiedzi.
Zostałem poinstruowany, bym po zakończeniu testu nigdzie nie wychodził tylko zaczekał, aż ktoś po mnie przyjdzie.

Mocno sfatygowany długopis, który dostałem nie pisał.
Pytania na otrzymanych kartkach były źle skserowane i nieczytelne, były naprawdę złej jakości. Część dłuższych pytań, na krawędzi kartki miała poobcinane w połowie wyrazy, których znaczenia trzeba było się domyślać.
Co więcej, ku mojemu zaskoczeniu na arkuszach z pytaniami były już pozaznaczane długopisem odpowiedzi!
Przy kilku pytaniach, zwłaszcza pod koniec testu, na ostatnich stronach znajdowały się odręczne dopiski typu "zobacz pyt.7", "to samo co w pkt.21" itp., które naturalnie zachęcały do odwrócenia kartki.

Przez chwilę pomyślałem, może ktoś się pomylił i nie tu gdzie trzeba zaznaczył odpowiedzi. Nie zwracałem na nie uwagi, wybierając opcje takie jakie sam uznawałem za właściwe (często były to inne opcje niż te już wcześniej tam zaznaczone).

Po szybkim i sprawnym udzieleniu odpowiedzi na wszystkie pytania, zacząłem się dokładniej przyglądać otrzymanemu zestawowi pytań.
Dostrzegłem, że odpowiedzi były zaznaczane różnymi kolorami długopisu. Niektóre z nich już raz oznaczone, były przekreślone, a w ich miejsce wskazywana była inna odpowiedź. Nie przywiązywałem do tego większej uwagi, odłożyłem kartki na stolik i cierpliwie czekałem.
Wychodząc z pokoju zwróciłem uwagę, że arkusze z pytaniami testowymi są wypełnione i sugerują odpowiedzi, lecz zostało to zignorowane.
Jak się później okazało, biegłe skrzętnie i podstępnie wykorzystały to przeciw mnie, wytykając mi w opinii, że co prawda testy wykonuje chętnie, ale za to "często komentuje zadania, robi dopiski, co świadczy o poczuciu niepewności i dążeniu do przedstawienia się w jak najlepszym świetle".

Co słychać u R?

Bardzo jestem ciekaw jak przebiegały testy R - czy też miały dopiski i zaznaczone odpowiedzi?
Czy były to te same dopiski i te same odpowiedzi?
Czy R zrobiła testy po kolei ani razu nie odwracając kartki, do czego zachęcały widniejące tam dopiski?
Tego nie wiem i pewnie się już nie dowiem.

Dobrze znam R i wiem jak zachowuje się w sytuacjach stresowych, biegłe też miały okazję zobaczyć ją w pełnym "żywiole" w czasie naszej wspólnej rozmowy - mogłem się więc domyślać, jak mógł wyglądać jej test, którego wyniki nie koniecznie mogły być dla niej korzystne.

I tu zaskocznie. Jak czytamy z opinii biegłych, R "wykazywała poprawny, rzeczowy kontakt", była "spokojna, skoncentrowana na zadaniu, pracowała w dobrym tempie, udzielała zdecydowanych odpowiedzi". Żałuję, że nie mogłem tego zobaczyć, bo z pewnością byłbym zaskoczony jej niespotykanym dotąd opanowaniem i spokojem.

Rysujemy drzewa

Kolejnym zadaniem jakie otrzymałem, tym razem przeprowadzanym w innym pokoju, bez lustra i w obecności biegłej, było rysowanie na kartce A4 drzewa. Siedząca dokładnie naprzeciw mnie biegła podsunęłą mi kartkę ustawioną w orientacji pionowej (dłuższą krawędzią do przodu).
Domyśliłem się, że będzie to test drzewa Kocha, o którym już kiedyś co nieco słyszałem.

Przed rozpoczęciem zadania zostałem poinformowany, że jeżeli mam jakieś pytania, to mogę je zadawać.
Spytałem się więc, czy drzewo mam narysować w pionie, czy w poziomie, na co uzyskałem niejednoznaczną, wymijającą odpowiedź.
Obróciłem więc kartkę w poprzek i narysowałem drzewo w orientacji poziomej - dokładnie takie samo, jak dziesiątki razy rysowałem bawiąc się w domu z dziećmi.

Test zdań niedokończonych

Ostatni test polegał na uzupełnianiu treścią zdań, które nie były dokończone.
Zdania te wydawały się nie mieć ze sobą większego związku i bardzo różnie można było je interpretować - właśnie w tym był ich cel, by zobaczyć o czym badany myśli w danym kontekście, w jaki sposób formułuje swoje myśli, na co zwraca uwagę, a na co nie.
Dawało się zauważyć pytania różnie sformułowane, ale w rzeczywistości dotyczące dokładnie tego samego zagadnienia.

Czy to już koniec?

Gdy zadania indywidualne dobiegły końca, okazało się że R oraz dzieci już nie ma i nie będzie dodatkowych konfrontacji, o których planach zapewniały mnie panie na początku badań oraz podczas których chciałem zaprezentować na żywo kilka przykładowych nagrań Video, które stanowiły materiał dowodowy sprawy (płyty CD w aktach + stenogramy + kolorowe wydruki zdjęć).
Moje zdziwienie było tym większe, że jeszcze nie tak dawno zapewniano mnie, że przerwana krzykami i agresją żony rozmowa zostanie dokończona. Nie została. Biegłe nie były tym zainteresowane.

A co z dziećmi?

Zapewne sądzicie, że badanie relacji rodziców z dziećmi oraz sprawdzanie ich predyspozycji do wykonywania władzy rodzicielskiej w ośrodku, którego opinie biegłych stanowią bardzo ważny dowód w sprawie, podczas badań na które dokładnie w tym samym miejscu i czasie zapraszana jest cała badana rodzina: ojciec, matka i dzieci będzie miało na celu także obserwację i ocenę relacji w bezpośrednich sytuacjach kontaktu rodzica z dziećmi?
Mnie też tak się wydawało, ale...
Nie uczestniczyłem w żadnych testach, które miałyby miejsce w obecności dzieci lub były prowadzone z moim i ich udziałem!
Bardzo mnie to zdziwiło, gdyż słyszałem, że to właśnie obserwacja na żywo relacji dzieci z rodzicem, a nie wątpliwe i sugerowane pozaznaczanymi odpowiedziami testy są głównym czynnikiem oceny i podstawą obiektywnych badań.
Naprawdę nie wiem w jaki sposób biegłe miały ocenić relacje dzieci z ojcem (którego przez wiele miesięcy nie widziały i który był nieustannie przez matkę i jej rodzinę obsmarowywany, wyzywany i znieważany, a dzieciom wpajano, że on ich nie kocha, że to on wyrzucił je z domu, że przez niego trafią do domu dziecka itd.) skoro w trakcie badań nie doszło do takiego spotkania!

W trakcie badań tylko raz widziałem jedno z dzieci, gdy wypełniałem test zdań niedokończonych, czyli podczas ostatniego testu.
W pokoju w którym siedziałem były uchylone drzwi, korytarzem przechodziła młodsza córka, która prawdopodobnie szła lub wracała z ubikacji.
Gdy mnie zobaczyła, zatrzymała się i od razu podbiegła do mnie wesoło i z uśmiechem na twarzy.
Pani, która przebywała ze mną w pokoju szybko wstała, chwyciła dziecko za rękę mówiąc "by mi nie przeszkadzała" i ku wyraźnemu niezadowoleniu Karolki wyprowadziła ją do drugiego pokoju zamykając za sobą drzwi.

Biegłe kilka miesięcy później (na rozprawie) stwierdziły, że istotnym punktem oceny RODK w części psychologicznej jest nie tyle sam opis (testy), ale przede wszystkim obserwacja dzieci w trakcie kontaktu z rodzicem, gdyż cyt. "inaczej nie można byłoby ocenić stosunku dzieci do rodziców"!

Dlaczego zatem tego jakże kluczowego badania biegłe nie przeprowadziły?
Co więcej...
Biegła składając zeznania w sądzie mijała się z prawdą twierdząc, że "od momentu wejścia do ośrodka do momentu wyjścia łącznie z pożegnaniem" obserwowały stosunki dzieci do rodziców.
Jest to nieprawda, gdyż dzieci przyszły z teściową i matką bardzo późno i stały w holu, gdy ja czekałem w tym czasie w czymś co wyglądało jak pokój poczekalnia z wieszakami na zawieszenie palta, a teściowa wraz z matką trzymały dzieci, tak by nie mogły one do mnie podejść.
Wychodząc dzieci z całą pewnością nie żegnały się ze mną - opuściły ośrodek w czasie, gdy robiłem testy na osobności.

Czego nie widziałem?

Nigdy nie widziałem, ani wyników testów R, ani dzieci - nie wiem nawet jak wyglądał przebieg ich badań.
Pamiętam, że całe badanie sprawiało wrażenie chaotycznego i wysoce nieprofesjonalnego.

Po co biegłym akta?

Wychodząc z ośrodka spytałem się, czy materiały zgromadzone w aktach postępowania będą brane pod uwagę do sporządzenia opinii, na co uzyskałem odpowiedź twierdzącą.
Pamiętałem, że kilka miesięcy wcześniej złożyłem do sądu dość istotny zestaw dokumentów potwierdzających mające nadal miejsce rażące przejawy przemocy domowej, której niemal codziennie dopuszczała się R oraz nadużywania przez nią władzy rodzicielskiej, w tym izolowania dzieci i celowego niszczenia ich relacji z ojcem.

Poprosiłem o potwierdzenie, że dokumenty te znajdują się w wypożyczonych przez ośrodek aktach.
Dokumentów tych w aktach nie było.
Wychodząc z ośrodka minąłem pokój z otwartymi drzwiami, który swym wystrojem wyglądał jak pokój dziecięcy lub sala zabaw. Były tam ładne dziecinne mebelki, na dywanie i półkach leżały kolorowe zabawki.
Pomyślałem, szkoda że nie miałem okazji pobawić się chwilę z dziećmi, bo przecież tak bardzo na to czekałem i z tak wielką nadzieją także po to tu przyjechałem.

Jak mi poszło?

Po powrocie do domu z czystej ciekawości zacząłem w internecie szukać opisów testów posługując się frazami i kawałkami pytań, które zapamiętałem.
Bez żadnego problemu znalazłem wszystkie zestawy testów, które wykonywałem podczas badań w RODK.
Co więcej materiały, które znalazłem miały podaną i wyjaśnioną interpretację.

Zrobiłem testy raz jeszcze, wybierając te same odpowiedzi co wcześniej, czyli dokonując własnego wyboru tych, które wydawały mi najbardziej rozsądne.
Korelując wyniki i czytając interpretację bardzo się ucieszyłem, gdyż uzyskane opisy bardzo dobrze pasowały do tego kim jestem i co najważniejsze były w całości pozytywne oraz podkreślały moją właściwą postawę rodzicielską.

Następnego dnia

Następnego dnia rano ponownie przyjechałem do ośrodka z kopią dokumentów, które zostały złożone w sądzie, ale z niewiadomych przyczyn nie było ich w aktach wysłanych do RODK (przynajmniej zdaniem biegłej).

Wręczyłem biegłej kopię brakujących dokumentów powołując się na rozmowę z końca poprzedniego dnia.
Biegła z początku nie chciała przyjąć tych dokumentów, ale w końcu udało mi się ją przekonać. Na całe szczęście była to poświadczona kopia złożonego do sądu pisma, a nie drugi wydruk - zaważyły pieczątki z datą przyjęcia na biuro podawcze.

Korzystając z okazji zapytałem, czy ośrodek dysponuje sprzętem komputerowym umożliwiającym zapoznanie się z dowodami w postaci nagrań audio i video, które znajdowały się w aktach na płytach CD. Jeżeli nie, to tak jak informowałem dzień wcześniej, ja mam te wszystkie nagrania dostępne na telefonie i chętnie je zaprezentuję (miały być one dzień wcześniej odsłuchane, ale nieoczekiwanie badania zakończyły się bez obiecanych konfrontacji).

Biegła potwierdziła te ustalenia i wyraziła zainteresowanie zapoznania się z tymi nagraniami. W aktach były oczywiście ich stenogramy, ale słowo pisane nie oddaje emocji i wyrazistości wypowiadanych wówczas słów.

Poprosiła mnie o zaczekanie w holu, aby chwilę później już w obecności drugiej biegłej zmieniając nagle zdanie naskoczyć na mnie z podniesionym głosem, że to, co robię jest niedopuszczalne, że próbuje na nie wpływać, że całe to zdarzenie będą musiały w szczegółach opisać w protokole - co też uczyniły.

Było to dla mnie tak zaskakujące i szokujące zarazem, że niedowierzając w to, co właśnie usłyszałem. Bez słowa wyszedłem z ośrodka nie mogąc zrozumieć zachowania biegłych.
Zdałem sobie wówczas sprawę, że tak naprawdę biegłym nie zależy wcale na obiektywnym przedstawieniu sprawy dla dobra dzieci.
Ale do końca, aż do czasu otrzymania pocztą opinii łudziłem się, że przynajmniej zauważą one tragedię jaką dzieci od kilku lat przeżywają, moje bezskuteczne starania przeciwdziałania ciągłym poniżeniom, wulgaryzmom, agresji i przemocy ze strony R - ich matki i ówczesnej mojej żony. Niestety zawiodłem się i nadal nie mogę uwierzyć w to, co zostało przez biegłe w opinii napisane.

Nie wierzę...

Kilka tygodni po badaniach otrzymałem opinię, a wniej zapisy:
Dopuścić dowód z RODK na okoliczność związku emocjonalnego małoletnich córek stron z rodzicami oraz które z rodziców ma lepsze predyspozycje do sprawowania opieki nad dziećmi.
Opinię sporządzono na podstawie:
- analizy akt sądowych
- wywiadu z rodzicami małoletnich
- badania psychologicznego stron i analizy wyników testu M.Plopy "Skala Postaw Rodzicielskich"
- badania psychologicznego małoletnich i obserwacji ich zachowań w relacjach z rodzicami
Informacje o rodzinie:
Awantury przebiegały ze wzajemną przemocą fizyczną, wulgarnymi wyzwiskami, wielokrotnie interweniowała policja.
Małżonkowie rozstali się w maju 2009, gdy R wyprowadziła się razem z dziećmi (z mieszkania ojca), początkowo mieszkała w mieszkaniu swoich rodziców, potem samodzielnie w lokalu nabytym przez strony w trakcie małżeństwa.
Zarówno matka jak i ojciec domagają się przyznania prawa do sprawowania bezpośredniej pieczy nad córkami.
Sytuacja opiekuńczo-wychowawcza małoletnich:
Małoletnie bywały świadkami awantur i interwencji policji.
Od maja 2009 wychowują się w rozbitej rodzinie.
Przekazywanie dziewczynek pod opiekę ojca odbywa się w bardzo napiętej atmosferze, często interweniuje policja.
Badania dzieci:
Rozpad rodziny, zaburzone relacje między bliskimi jej osobami są dla niej silnym obciążeniem psychicznym, stanowią problem emocjonalny, zahwiane zostało poczucie bezpieczeństwa.
Dziewczynki ujawniają niepokój i lęk uwarunkowany kłótniami, awanturami i interwencjami policji.
Pozytywnie odnoszą się do kontaktów z ojcem, są one dla nich atrakcyjne i satysfakcjonujące.
Znaczącą osobą dla dziecka jest też ojciec, chętnie się z nim spotyka, wspólnie przygotowują posiłki, chodzą na wycieczki i place zabaw.
Małoletnie są związane emocjonalnie z obojgiem rodziców, czują się przez nich kochane, mają potrzebę bliskich kontaktów zarówno z matką jak i ojcem.
Przekazywanie dziewczynek pod opiekę ojca odbywa się w bardzo napiętej atmosferze, często interweniuje policja.
Wyniki badań ojca:
Ojciec jest związany emocjonalnie z małoletnimi, ma z nimi dobry kontakt psychiczny.
W postępowaniu z dziewczynkami jest liberalny, ciepły i wyrozumiały.
Czuje się izolowany od córek, pozbawiony informacji na temat dzieci i decyzyjności w ich sprawach.
W jego ocenie ustalone przez sąd kontakty nie odbywają się regularnie, kiedy zaś próbuje egzekwować swoje prawa małoletnie są świadkami awantur prowokowanych przez żonę i jej rodzinę.
Badanie testowe wykazało, że preferuje właściwe postawy wychowawcze.
Nie dostrzega, że przez nieustanne nagrywanie i wzywanie policji przyczynia się do eskalacji konfliktu i tworzenia atmosfery niekorzystnej dla dzieci, co obniża jego predyspozycje wychowawcze.
Wykazuje silną potrzebę zwracania na siebie uwagi, bardzo wrażliwy na opinię otoczenia, nie toleruje krytyki.
Konsekwentnie z determinacją dąży do realizacji celów i planów oraz udowadniania swoich racji.
Ujawnia silną potrzebę akceptacji i uznania dla podejmowanych działań.
Chce mieć swobodę działania, co zapewnia mu poczucie kontroli nad sytuacją i wydarzeniami, chce być niezależny, całkowicie panować nad swoim losem.
Testy wykonuje chętnie, często komentuje zadania, robi dopiski, co świadczy o poczuciu niepewności, dążeniu do przedstawienia się w jak najlepszym świetle.
Zebrany materiał i przeprowadzone badania wykazały cechy osobowości histrionicznej - jest egocentryczny, przestadnie emocjonalny, ma skłonności do dramatyzowania
Nie ma pełnego wglądu w odczucia i przeżycia córek.
Wyniki badań matki:
Matkę łączy z małoletnimi więź uczuciowa, ma z nimi dobry kontakt psychiczny.
Z zebranego materiału dowodowego nie wynika, aby stosowała w stosunku do nich przemoc.
Pozwana w trakcie wspólnej rozmowy z mężem reagowała impulsywnie na jego wypowiedzi, okazywała zdenerwowanie, oburzenie, podnosiła głos. Podczas wywiadu nawiązała poprawny, rzeczowy kontakt.
W sytuacjach napięcia emocjonalnego reaguje impulsywnie, wybucha gniewem, ale jest jednak wyraźnie zmęczona nasilającymi się nieporozumieniami. Osobowość o cechach ekstrawertywnych.
Stabilna emocjonalnie, ambitna, sumienna, odpowiedzialna, rozważna, nie lubi podejmować ryzyka.
Cechuje ją pewność siebie, wysokie poczucie godności.

W relacjach z córkami jest ciepłą, konsekwentna, stawia właściwe wymagania, dba o ich rozwój.
Preferuje właściwe postawy wychowawcze.
Wnioski przedstawione przez biegłe:
Badanie psychologiczne powoda wskazało u niego cechy osobowości histrionicznej.
Jego bardzo silne zaangażowanie w konflikt, determinacja w dążeniu do udowodnienia swych racji powodują, że ma niepełny wgląd w przeżycia i odczucia dzieci.
Taka postawa ogranicza jego predyspozycje wychowawcze.


Badanie psychologiczne matki wskazało u niej cechy osobowości ekstrawertywnej oraz skłonności w stanach wzmożonego napięcia emocjonalnego do wybuchów złości i gniewu.
Czuje się zmęczona przedłużającym się konfliktem, ujawnia sytuacyjnie obniżony nastrój.
Matka ma prawidłowy wgląd w przeżycia dzieci, nie neguje roli ojca w ich wychowaniu.
Posiada predyspozycje wychowawcze.

Oczami dzieci

Gdy po raz pierwszy od czasu badań spotkałem się z dziećmi, dowiedziałem się od nich, że podczas badań pani kazała narysować im "dwie księżniczki", ale starsza córka Ula od razu dodała, że nie posłuchała się pani i narysowałam mnie, siebie i swoją młodszą siostrę - Karolinkę.

Zapytane o funkcjonariuszy jednogłośnie zaprzeczyły, by się kiedykolwiek bały się policjantów.
Dziwne jest zatem, czemu tak mocno biegłe w swej opinii podkreślały zauważone ponoć stresujące reakcje dzieci na widok funkcjonariuszy policji?
Może po prostu nie miały innego punktu zaczepienia - nie miały żadnego "haka" na mnie, by mnie oczernić i skompromitować.

Teza obawy dzieci przed policją nie odnajduje żadnego potwierdzenia, ani w zachowaniu dzieci, ani w notatkach urzędowych często wizytującego nasze mieszkanie dzielnicowego, który raportował cyt. "dzieci towarzysko reagują na widok policjanta".

Tym bardziej teza ta wydaje się być niedorzeczna, że zarówno obydwoje rodzice R byli wówczas policjantami, siostra R, z którą utrzymuje ona bliskie kontakty pracowała i nadal pracuje w policji, podobnie jak i w policji pracuje "połowa jej rodziny" - czym zawsze R ochoczo się szczyciła.
Dlaczego zatem dzieci miałyby się bać jej najbliższej rodziny?

Rozdzielamy Ojców Dla Kasy

Jak się wkrótce okazało budząca tak wielkie wątpliwości opinia RODK stała się wybawieniem i istnym orężem dla R. Na jej wątpliwych i niezgodnych z prawdą tezach R dorabiała swoje własne fałszywe interpretacje, na które powoływała się następnie w kolejnych postępowaniach.
Dzięki temu bardzo sprawnie rozgrywała kolejne sprawy na swoją korzyść... dla "kasy".
W ten sposób budząca tak wielkie kontrowersje opinia RODK stała się na kolejne lata idealnym i w pełni wystarczającym argumentem R przy okazji bezkarnie wygłaszanych przez nią na rozprawach kłamstw, pomówień i ciągłemu zaprzeczaniu udokumentowanym faktom świadczącym na jej niekorzyść.
A sądy, jak to sądy opinii RODK wierzą i dla wielu z nich jest ona w pełni wystarczającym powodem na to, by całkowicie wierzyć R w każde podawane przez nią słowo i by R mogła dalej czuć się bezkarna mając w głębokim poważaniu uczciwość, rodzinę oraz dobro dzieci.
Warto mieć przy tym na uwadze, że zgodnie z:
Art. 290 kpc
§ 1. Sąd może zażądać opinii odpowiedniego instytutu naukowego lub naukowo-badawczego. Sąd może zażądać od instytutu dodatkowych wyjaśnień bądź pisemnych, bądź ustnych przez wyznaczoną do tego osobę, może też zarządzić złożenie dodatkowej opinii przez ten sam lub inny instytut.
Natomiast przepis ten nie daje takich uprawnień RODK-om, które wskazanymi w treści kodeksu instytucjami po prostu nie są.

Zrozumieć motywy

Po konsultacjach z moim pełnomocnikiem zdecydowałem się skorzystać z przysługującego mi prawa i wniosłem o przesłuchanie biegłych w charakterze świadków, by móc zadając im pytania zrozumieć czym się kierowały i z czego wynikają całkowicie niezrozumiałe dla mnie wnioski, tak dalece skrajne i sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym.

Niestety biegłe na rozprawy w wyznaczonym terminie się nie stawiły, choć były prawidłowo zawiadomione.
Dopiero pół roku później pojawiły się na sali sądowej.

Przesłuchanie biegłych

Przesłuchanie bardziej przypominało odczytywany z kartki monolog, niż pytania do świadków, które cokolwiek mogą wyjaśnić lub zmienić.
Panie biegłe powiedziały, co chciały, w sumie nawet przyznały, że moje predyspozycje wychowawcze też nie są złe.
W istotnych obszarach nie były jednak do końca pewne, nie potrafiły wskazać okoliczności, czy faktów na których oparły swe daleko idące wnioski i tezy.
Biegła Barbara P. psycholog, obca niekarana, uprzedzona.
Popieram swoją opinię w całej rozciągłości.
Z akt sądowych i z rozmowy wywnioskowaliśmy, że dochodzi do przemocy fizycznej między stronami, było to opisane w piśmie powoda chyba z listopada 2008r. trudno mi określić, które to jest zdanie. Jest to tylko wyciąg z akt, a każda ze stron mówiła, że jest ofiarą przemocy drugiej strony. W aktach były też zdjęcia jakiś ugryzień, siniaki.
Oboje na siebie składali skargi, niebieskie karty, każde czuje się ofiarą przemocy.
Strony były badane psychologicznie i problem jest z tym, że pozwana jest impulsywna i dostarcza powodowi powodów do skarg na policji, wytworzyło się błędne koło.
Powód pokazywał mi zdjęcia pozwanej w ciąży, kiedy trzyma szklankę, powód mówił, że pozwana pije alkohol jak jest w ciąży, nie wynikało ze zdjęcia, że pozwana pije alkohol w ciąży...
Analizowaliśmy słownictwo pozwanej z nagrań dołączonych do akt sprawy i mimo wszystko uznaliśmy, że lepsze postawy są matki, pozwanego też nie są złe... Nie jesteśmy od oceny materiału dowodowego. Dla dzieci było traumą, że ciągle jest wzywana policja. Relacje z dziećmi obserwowała koleżanka psycholog.
Biegła Dorota D. /zapytana jak wyglądały badania relacji rodziców z dziećmi/
Nie ma takiego tytułu "Relacje dzieci-rodzice", ale jest w części psychologicznej dzieci na str.5 w akapicie ostatnim wyniki badania psychologicznego.
Inaczej nie można byłoby ocenić stosunku dzieci do rodziców, nie jest to tylko opis, ale także obserwacja.
Obserwowałyśmy od momentu wejścia do ośrodka do momentu wyjścia łącznie z pożegnaniem.
Matka ma dobry wgląd w przeżycia dzieci, odnosi się do nich w sposób i impulsywny i ciepły i serdeczny, jest dla dzieci najważniejszą osobą w rodzinie, wynika to z materiału projekcyjnego w badaniu dzieci.
Żadna z dziewczynek nie ujawnia ani w rozmowie, ani w teście, żeby były przez matkę karcone fizycznie. Mówiły, że mama łatwo się denerwuje i jest krzykliwa.
Dziewczynki mówiły, że są awantury, krzyki i że tata wzywa policję i to jest dla nich silne negatywne przeżycie.
Powód jest przesadnie emocjonalny.
Sędzia nie wykazywała najmniejszej inicjatywy wyjaśnienia lub choćby podjęcia próby konfrontacji wskazanych przeze mnie we wniosku okoliczności i przytoczonych zdarzeń.
Zadawane przeze mnie oraz mojego pełnomocnika pytania, były przez sąd raz za razem uchylane.
Na pytanie pełn.powoda - w sytuacji konfliktowej, co mógł zrobić powód żeby nie wzywać policji?
Przewodnicząca uchyla to pytanie.
Na pytanie pełn.powoda - gdyby się okazało, że ten materiał dowodowy, który jest w aktach dotyczący stosunku matki do dziecka byłby zgodny z rzeczywistością, to jaki miałby wpływ na opinię dotyczącą matki?
Przewodnicząca uchyla to pytanie.
Starałem się zrozumieć, gdzie tu jest prawda, gdzie jest dobro dzieci?

Wątpliwości

Coraz bardziej rozumiałem o co w tej całej fikcji chodzi.
Może właśnie o to, że "najgorsza matka, po prostu musi wyglądać lepiej niż najlepszy ojciec?"

Jak nie policja, to kto?

Biegłe zarzuciły mi, że przez wzywanie policji do przemocy domowej, w której niejednokrotnie zagrożone było zdrowie i życie moje oraz moich dzieci jest "eskalowaniem konfliktu i tworzeniem atmosfery niekorzystnej dla dzieci".
Przecież to nie policja, ale przemoc i agresja R jest przyczyną, a nie skutkiem wezwań funkcjonariuszy policji, w zakresie których obowiązków jest przeciwdziałaniem i ochrona przed przemocą domową.
Precyzyjnie reguluje to Zarządzenie nr 162 Komendanta Głównego Policji.

Co więcej dzielnicowy wizytujący nasze mieszanie w związku z przemocą domową, której regularnie dopuszczała się R, wielokrotnie informował mnie i moje dzieci, co w takich przypadkach należy robić. Potwierdzają to np. Notatki Urzędowe sporządzane przez dzielnicowego, cyt.
"Poinformowałem, iż w trakcie awantur ze strony żony należy dzwonić pod nr 997"
"W przypadku pojawienia się jakichkolwiek kłótni, przemocy psychicznej i fizycznej ze strony małżonki należy dzwonić pod numer telefonu alarmowego 997"
"Poinformowałem, iż w sprawie awantur wszczynanych przez żonę wymienionego należy zgłosić się do Komendy Rejonowej Policji [adres] celem złożenia oficjalnego zawiadomienia o przestępstwie znęcania się psychicznego i fizycznego określonego w art.207kk"
"Jeśli policjanci stwierdzą, że u małżonki będzie wrogie zachowanie wynikające ze stanu upojenia alkoholowego w stosunku do pokrzywdzonego jak i samych policjantów przeprowadzających interwencję domową, małżonka będzie wywieziona na Izbę Wytrzeźwień przy ul. Kolskiej"
Jak inaczej zatem miał się zachować ojciec, który przez lata jest świadkiem i zarazem obiektem poniżania, obrażania, wulgarnego zachowania i nieustannej nasilającej się z każdym dniem przemocy oraz agresji, który bezskutecznie poszukuje pomocy, chcąc za wszelką cenę ratować przed patologią rodzinę i dzieci?

Do kogo miał się ojciec zatem zwracać o pomoc?
- do sądów, które ten stan rzeczy ignorują i tolerują?
- do rodziny R, która zamiast pomagać jeszcze bardziej ją podburza?
- na Niebieską Linię - która odsyła na policję
- do Polskiego Centrum Mediacji - na co się zgodzić R nie chciała
- do prokuratury, która w agresywnym zachowaniu matki nie dopatrywała się znamion przestępstwa?
- do Rzecznika Praw Dziecka, który nigdy nie widział i nadal nie dostrzega żadnego problemu?
- do Rzecznika Praw Obywatelskich?
- do Ministra Sprawiedliwości?
- do Prokuratora Generalnego?
- do Kuratorium Oświaty?
- do władz Szkoły, które odmawiają mi przeprowadzenia rozmowy psychologa szkolnego z dzieckiem bez zgody matki?
- do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka?

Gdzie? Pytam się GDZIE?

Odpowiedzialność karna

Art. 233 kk
§ 1. Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 4. Kto, jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz, przedstawia fałszywą opinię lub tłumaczenie mające służyć za dowód w postępowaniu określonym w § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Czy oby na pewno?

Z wyników badań przeprowadzonych przez biegłe z RODK...

Głową muru nie przebijesz

Po raz kolejny z wielkim rozgoryczeniem i poczuciem niepojętej wręcz krzywdy jaką osoby te w majestacie prawa świadomie wyrządzają moim małym bezbronnym Słoneczkom, zrozumiałem, że wszystko to jest ukartowaną mistyfikacją.
Nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak się dzieje?
Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy stoją za tym pieniądze, znajomości, solidarność sfeminizowanych RODeK-ów i sądów rodzinnych, tak wyraźnie widoczna przynależność do zamkniętej grupy zawodów prawniczych, których przedstawicielką przecież jest moją żona, czy może bardzo dobrze znane nazwisko reprezentującego ją adwokata, profesora prawa cywilnego na jednym z czołowych uniwersytetów.

W tej jednej chwili całkowicie straciłem jakąkolwiek wiarę w uczciwość wymiaru sprawiedliwości.
Poddałem się, jeszcze na tej samej rozprawie godząc się na wszystkie warunki postawione przez R, doprowadzając postępowanie rozwodowe po kolejnych 3 latach upokorzeń, wysiłku, starań i złudnych nadziei, ciągłego wykazywania, że nie jest się wielbłądem do podpisanego ugodą końca.

Czułem się jakby po raz kolejny ktoś mi napluł prosto w twarz.
Do dziś pamiętam ten szyderczy uśmiech na twarzy już byłej żony, kolejny wyraz triumfu jej podstępnej i wyrafinowanej gry, w której ja i dzieci były tylko małymi nic nie znaczącymi pionkami. Był to mój krzyk rozpaczy.

To, co mi pozostało to iskierka nadziei, że może gdy emocje opadną, a konflikt ulegnie wyciszeniu, znów będę mógł cieszyć się każdą chwilą spędzaną z dziećmi - nawet tak bardzo małą jaka mi po tym wszystkim pozostała.
Nie jestem, ani pierwszym, ani ostatnim ojcem, któremu RODK świadomie i z pełną premedytacją zrobiło "niedźwiedzią przysługę".
Nie pytajcie, dlaczego przebieg badań nie jest utrwalany, a uczestnikom nie pozwala się na rejestracje przebiegu badań.
Mam nadzieję, że któregoś dnia osoby, które się tych haniebnych czynów dopuściły zrozumieją, do czego doprowadziły, a skrzywdzone przez nie niewinne dzieci być może kiedyś im to wybaczą.
Nie pozwólcie, by tak nieodpowiedzialne osoby w majestacie prawa rozbijały Wasze rodziny i robiły krzywdę Waszym dzieciom!
Petycja do Rzecznika Praw Dziecka RP: Stop bezprawnym badaniom w RODK

Biegły SO neguje wiarygodność opinii RODK [NEW]

Rok po zakończeniu sprawy rozwodowej, w sprawie karnej ponownie zostaję poddany badaniom przez biegłego psychologa Sądu Okręgowego w W-wie.
Biegły zapoznaje się z aktami spraw (w tym rozwodowej), a w szczególności bardzo dokładnie analizuje opinię RODK, w której odnajduje szereg rażących sprzeczności i nieprawidłowości biegłych.
Wielostronicowa, bardzo dokładna analiza biegłego jest porażająca, a dla matki dzieci wręcz druzgocąca.
Nie pozostawia ona najmniejszych wątpliwości, że opinia RODK zawiera nieprawdziwe tezy, liczne przeinaczenia, błędy i sprzeczności - a zatem została przez "biegłe" zmanipulowana na moją niekorzyść i jest fałszywa!

Opinia Biegłego Sądowego przy Sądzie Okręgowym w Warszawie - negująca wyniki badań RODK! [NEW]

Kwiecień 2013:

Dzięki wytrwałości i nieustępliwości mam z Forum Matek (dziękujemy!) wreszcie jest czarno na białym, że RODK działają bezprawnie!
"Brak jest podstaw prawnych do tego, aby rodzinne ośrodki diagnostyczno-konsultacyjne, w obecnym statusie i usytuowaniu, wydawały opinie z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego związanych ze sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem w sprawach małoletnich, rozpatrywanych przez sądy."
Zastępca Dyrektora Biura Spraw Konstytucyjnych - Barbara Długołęcka, Prokurator Prokuratury Generalnej
Nie ja jeden:
- Fabi.pl
- www.rodk.pl - na Siennej już lecą głowy
- www.oddajciemitate.pl
- www.chcedotatusia.pl
- tatawalczy.wordpress.com
- izaikuba.pl
- www.tata.pl
- nocotytato.org.pl
- Forum matek - Nie idźcie do RODK!