Fałszywe oskarżenia, czyli numer na bitą żonę

Był 8 grudnia 2008r. za kilka dni miała być pierwsza rozprawa rozwodowa.
R, choć zwykle pewna siebie doskonale wiedziała, jakie argumenty będę miał przed sądem.
Nie mając niczego, na co mogłaby wytoczyć przeciwko mnie, postanowiła więc dowody takie sobie stworzyć.

Jako prawnik, R wiele w przeszłości opowiadała mi jak się takie rzeczy robi.
Wiedziałem więc do czego jest zdolna i że gotowa jest w swej zaciekłości posunąć się naprawdę daleko.

8 grudnia 2008

Tego dnia w pracy wypadło mi ważne spotkanie, a że z naszego auta korzystała wówczas R zadzwoniłem do niej prosząc ją, by odebrała dzieci z przedszkola.
R odmówiła, twierdząc, że auta nie ma, bo zostawiła go pod przedszkolem.

Poprosiłem więc swoją mamę o pomoc w odebraniu dzieci z przedszkola, wspominając o pozostawionym tam przez R aucie.

Moja mama odebrała dzieci z przedszkola, a wracając dzieci pokazały jej stojące nieopodal auto, które jak się okazało było rozbite.
Z relacji dzieci wynikało, że R uderzyła w kogoś lub coś wracając w weekend od swoich rodziców.

O tym, że auto jest rozbite dowiedziałem się dopiero, gdy wróciłem do domu.

Mistyfikacja

Ok. godz. 19-tej do domu wróciła R. Korzystając z okazji włączyłem komputer i poprosiłem mamę, by rzuciła okiem na zdjęcia, do przygotowywanych jak co roku fotokalendarzy.

R od samego wejścia, widząc, że jest tu moja mama, zaczęła dogadywać i naśmiewać się z niej, zupełnie bez żadnego powodu denerwując i poniżając ją słowami: "Co tak śmierdzi w tym domu? Co tak śmierdzi znowu tym jedzeniem? Co to jest - gar kupy?".

Ani ja ani moja mama nie reagowaliśmy na zaczepki R, która po chwili poszła do drugiego pokoju, gdzie zamknęła się wraz z dziećmi.
Jak się później okazało R wzięła cyfrowy aparat fotograficzny z funkcją nagrywania Video (Panasonic Lumimax), wyjęła baterię i podłączyła ją do ładowarki.
W tym czasie siedziałem w małym pokoju przy biurku, obok mnie stała moja mama i wspólnie przeglądaliśmy zdjęcia.
Po ok. 20 minutach R wyszła z pokoju i z aparatem, poszła do łazienki, której drzwi znajdują się bezpośrednio przy drzwiach małego pokoju.
R ustawiła aparat na półce tuż nad umywalką. Jego Obiektyw został skierowany na korytarz na drzwi wejściowe z małego pokoju. Wiszący na futrynie ręcznik najwyraźniej przeszkadzał R - przesłaniał to, co widać było przy wejściu do pokoju z uchylonych drzwi łazienki.
Po chwili R wyszła z łazienki, zdjęła wiszący na futrynie ręcznik [22:41] i rzuciła go na łóżko.
R kilka razy sprawdzała, czy aparat ustawiony jest w dobrej pozycji, robiła próbne nagrania, co chwilę otwierając i zamykając drzwi z łazienki - [22:56], [23:01], [23:31], [23:36], [23:48], [25:50], [25:56]. Wychodząc kilka razy stawała w drzwiach od małego pokoju i po chwili wracała do łazienki za każdym razem zamykając za sobą drzwi.
R sprawdzała co będzie widać na nagraniu oraz gdzie i jak ma stanąć by to, co zamierzała zrobić dobrze zostało zarejestrowane.
Gdy R rozpoczęła swoją prowokację [25:56], drzwi od łazienki pozostawiła otwarte na oścież.
Wbiegła do małego pokoju i ponownie zaczęła bez żadnego powodu naśmiewać się, obrażać i szydzić z mojej rodziny.

R była wielokrotnie proszona zarówno przeze mnie (6 razy) jak i moją mamę, aby wyszła z naszego pokoju, ale prośby te ignorowała.
Mieszkanie, w którym mieszkaliśmy stanowiło moją wyłączną własność - dostałem je od rodziców jeszcze przed małżeństwem, a więc zaproszona przeze mnie mama była bardziej gospodarzem, niż gościem, jakim w nim niewątpliwie była R.

Nie chcąc wchodzić w niepotrzebne dyskusje poprosiłem mamę, by nie zwracała uwagi na jej zaczepki i żeby się nią w ogóle nie przejmowała.
R jednak nadal zaczepiała moją mamę, odnosząc się do niej coraz bardziej wulgarnie. Po chwili R zaczęła też poniżać i szydzić z mojego taty.

R widząc, że zupełnie nie reaguję na jej zaczepki, podeszła do mojej mamy, zaczęła ją popychać, machać jej rękami przed oczami naśladując uderzenia w twarz, a następnie wulgarnie się do niej odnosząc zaczęła szarpać ją za ubranie.
Widząc, że R stawała się coraz bardziej agresywna, wstałem z krzesła starając się rozdzielić R od mojej mamy i uspokoić całą sytuację.

W tym czasie R chwyciła mnie prawą ręką za gardło, a lewą złapała mnie za bluzkę, szarpiąc i ciągnąc mnie w stronę drzwi.
Wyciągniętą jak najdalej przed siebie lewą ręką starałem się utrzymać R na dystans, tak by nie mogła dosięgnąć mojej szyi i twarzy, a prawą chwyciłem jej lewą rękę w okolicy nadgarstka, którą trzymała mnie za ubranie.
R szarpała mnie, ciągnąc w kierunku przedpokoju.
Gdy tylko podeszła do futryny, nagle puściła mnie i w jednej chwili opuściła ręce "stając na baczność".

R wielokrotnie robiła różne dziwaczne rzeczy, więc i to jej zachowanie nie zrobiło na mnie większego wrażenia.
Wróciłem do biurka stojącego po przeciwnej stronie pokoju, by kontynuować z mamą oglądanie zdjęć.
R stojąc w przedpokoju nadal się awanturowała, grożąc mi słowami, że mi tego nie daruje.
Dalej w obecności mnie, mojej mamy oraz małych dzieci obrzucała mnie wyzwiskami typu "pierdolony gnoju", "skurwysynie", "głupi palancie", "psycholu" wykrzykując, że to ja się na nią rzuciłem.
Po chwili wróciła do łazienki, tym razem zamykając się tam na klucz.
Zatrzymała nagrywanie, wyłączyła aparat i schowała go pod bluzkę.
R wyszła z łazienki i od razu poszła do drugiego pokoju zamykając za sobą drzwi.

Stenogram i nagrania z przebiegu opisanego zdarzenia

Podstępny plan

Mistyfikacja ta została całkowicie zaaranżowana przez R, bez żadnego powodu.
Jej celem było zdenerwowanie mnie i mojej mamy co wyraźnie sprawiało jej satysfakcję.
R dobrze wiedziała, że nie reaguję na jej zaczepki i nie daję się sprowokować - dlatego tez za cel obrała sobie moją mamę.
R poniżając i obrażając moją mamę chwilami mówiła cicho lub wręcz szeptała - miała nadzieję, że jej prowokacji nie będzie słychać na jej nagraniu - ale słychać było i to bardzo dobrze.

Zachowanie takie przejawia bardzo często wobec mnie, naszych dzieci (praktycznie codziennie) i coraz częściej moich rodziców i bliskich.
R wyraźnie szukała sposobu na sprowokowanie i zmuszenie mnie do określonego zachowania - odpowiedzi na jej atak dokładni w taki sam sposób, tak by mogła na kilka dni przez sprawą rozwodową znaleźć na mnie jakiegoś "haka".
Ale ja byłem i jestem spokojny i bardzo rozważny - nigdy nie dałem się w ten sposób sprowokować.

Wychodzimy z domu

Niedługo później (ok.19:35) skończyliśmy wybierać zdjęcia i wraz z mamą wyszliśmy z domu. Odprowadziłem mamę na przystanek, poczym poszedłem na pocztę odebrać list polecony (awizo). Prosto z poczty udałem się w okolice przedszkola zobaczyć samochód, w międzyczasie rozmawiając przez telefon z siostrą.

Auto miało rozbity przód, połamany był zderzak oraz pogięta lewą przednią część karoserii w okolicach nadkola.
W tym czasie zadzwonili do mnie rodzice mówiąc mi, że właśnie do mnie jadą.
Skontaktowałem się z R pytając się ją, czy wie co się z autem stało - odpowiedziała, że nic na ten temat nie wie, sugerując, że to ja go rozbiłem.

Obawiałem się, że R mogła spowodować jakiś wypadek, w tajemnicy porzuciła rozbite auto i teraz się będzie tego wypierać. Gdy rodzice podjechali pod przedszkole po chwili rozmowy, zadzwoniłem na policję przedstawiając sytuację z autem, chciałem by ktoś z policji przyjechał i sporządził notatkę. Funkcjonariusz z którym rozmawiałem nie chciał nikogo wysłać twierdząc, że jeżeli nie ma innego poszkodowanego i auto nie utrudnia ruchu, to nie jest to sprawa policji i że mam tę sprawę sobie sam z żoną wyjaśnić. Na policję dzwoniłem kilka razy, domagając się przyjazdu patrolu i mówiąc że żona stanowczo wypiera się, by to ona spowodowała tą kolizję.

Fałszywe oskarżenie

W czasie, gdy pod przedszkolem wraz z rodzicami oglądałem porzucony rozbity samochód, na tel. R zadzwonił dyżurny, z którym chwilę wcześniej rozmawiałem na temat tego auta.
R z początku nie skojarzyła, że to dzwoni policja - myślała, że to zadzwonił ktoś z ubezpieczenia lub serwisu w sprawie jego naprawy.
Kilkadziesiąt minut później ok. godz. 21-ej do mieszkania weszli dwaj funkcjonariusze policji.

R była bardzo zaskoczona ich obecnością, ale szybko zaczęła opowiadać policjantom, jak to ja chciałem ją udusić.
Teatralnie rozpłakała się, opowiadała, że złapałem ją ręką za szyję i podniosłem wysoko do góry tak, że nogi jej wisiały nad ziemią.

Nagranie, w którym R opowiada policjantom jak była duszona

Zdarzenia o których R opowiadała policjantom nie miały nigdy miejsca.

Do domu wróciłem po godz.22, dzieci i R już spały, umyłem się, przebrałem i również poszedłem spać.

Niebieska karta

W wyniku przeprowadzonej przez R mistyfikacji oraz złożonego ustnie przez R fałszywego zawiadomienia, policjanci sporządzili na miejscu "Notatkę urzędową przemocy w rodzinie" (tzw. druk A - Niebieskiej Karty), której treść udało mi się poznać dopiero trzy lata później - w 2011r.

Karta ta została bezpodstawnie wystawiona bez mojej wiedzy i bez jakiejkolwiek konsultacji ze mną - fakt uznania mnie za sprawcę przemocy domowej został przede mną zatajony.
Nie było ku jej wystawieniu absolutnie żadnych racjonalnych przesłanek - w dokumentach operacyjnych policji do których po latach dotarłem potwierdzono, że poza ustnym zawiadomieniem R, nie było żadnych innych podstaw i dowodów, które mogłyby uprawdopodobnić tę fałszywą tezę (żadnych śladów lub uszkodzeń ciała, itd.).
W karcie tej pokrzywdzoną (ofiarą przemocy) była R, a wskazanym sprawcą - jej mąż Dariusz.
Podano, że świadków tego zdarzenia nie było - co jest kolejnym kłamstwem, gdyż przecież przy tej mistyfikacji były dzieci oraz moja mama.
R podała, że w zaistniałej sytuacji była przez męża:
R nie potrafiła wskazać żadnych śladów lub uszkodzeń ciała:
Z obserwacji funkcjonariuszy policji R była niespokojna i płakała.
Nie stwierdzono, by była pod wpływem leków lub środków odurzających.
Nie stwierdzono żadnych obrażeń, dzieci były spokojne.
W miesjscu zdarzenia panował porządek.
R dodatkowo podała policjantom, że "sprawca oddalił się z miejsca zdarzenia" - dobrze wiedząc, gdzie jestem i że mam przy sobie telefon.
Wskazała, że do zdarzenia doszło w dniu 8.12.2012r. ok. godz. 19:30.
Policjanci sporządzili notatkę na miejscu zdarzenia (w moim mieszkaniu) ok. godz. 21:00.

Notatka urzędowa o przemocy w rodzinie - karta A

Dowód przed sądem

Dokładnie 8 dni później w Sądzie Okręgowym miała miejsce pierwsza nasza rozprawa rozwodowa. Wtedy też od zeznającego pod przysięgą świadka - siostry R po raz pierwszy usłyszałem, że została mi otworzona Niebieska Karta (kartoteka policyjna), w której figuruję jako sprawca przemocy domowej!
Nie wiedząc o tym co się stało, z pierwszej chwili pomyślałem, że doszło do jakiejś pomyłki, gdyż to przeciwko R toczyło się wówczas postępowanie prokuratorskie z art.207kk.
Nie potrafiłem wyobrazić sobie żadnej sytuacji, która mogłaby to choćby w najmniejszym stopniu uzasadniać wystawienie mi NK.

Próby wyjaśnienia oszustwa

Następnego dnia z samego rana poszedłem do KRP na rozmowę z dzielnicowym - próbowałem wyjaśnić tę pomyłkę, gdyż cały czas wierzyłem, że doszło do jakiegoś nieporozumienia. Ale dzielnicowy nie podał mi żadnych informacji na temat przyczyn, czy okoliczności (nawet nie podał daty, kiedy wypisanie tej karty nastąpiło przez co nie mogłem się do tego w żaden sposób odnieść) powiedział, tylko, że NK faktycznie została wystawiona i że zgłoszenie to było anonimowe.
Jeszcze tego samego dnia napisałem i złożyłem w KRP pismo, w którym opisałem swoje wątpliwości i poprosiłem o pilne udzielenie odpowiedzi dot. okoliczności, gdyż moim zdaniem doszło do nieporozumienia lub też celowego działania mającego na celu umyślne i bezzasadne oskarżenie (pomówienie) mnie w toczącej się sprawie rozwodowej.
Ale na pismo to nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
Po przeszło miesiącu napisałem do KRP kolejne pismo, informując o braku odpowiedzi i domagając się natychmiastowej informacji zwrotnej.
Także i na to pismo nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
Po kolejnym upływającym miesiącu ponownie napisałem do KRP - tym razem bezpośrednio do komendanta, prosząc go o objęcie sprawy zwierzchnim nadzorem i udzielenie mi odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania, których urzędowy termin dawno już upłynął.
Niestety pomimo tego nadal nie otrzymałem odpowiedzi na zadane przeze mnie kilka miesięcy wcześniej pytania.
W kwietniu ponownie złożyłem do KRP pismo domagając się udzielenia mi odpowiedzi, gdyż w dalszym ciągu nie uzyskałem żadnych informacji na temat faktów i dowodów na podstawie których wystawiona została NK, w której uznany zostałem za sprawcę przemocy
Kilka dni później otrzymałem od dzielnicowego lakoniczną odpowiedź, że:
"W dniu 8.12.2008r. o godz. 21:05 funkcjonariusze KRP podjęli interwencję związaną ze zgłoszeniem Pana żony Pani R.
W trakcie przeprowadzania czynności Pani R. poinformowała o przemocy w rodzinie, gdzie jako sprawcę tej przemocy wskazała Pana."
Miesiąc później skierowałem pismo do Komendy Stołecznej Policji, prosząc o odniesienie się do zaistniałej sytuacji oraz o umożliwienie mi wyjaśnienia tego fałszywego oskarżenia. Kilkanaście dni później otrzymałem odpowiedź, że:
Podjęto czynności mające na celu szczegółowe wyjaśnienie zgłoszonych problemów. W piśmie przyznano, że faktem jest, że odpowiedzi na moje pytania udzielono dopiero po 3 miesiącach, usprawiedliwiając to tym, że wymagane było rozpoznanie sytuacji i ustalenie stanu faktycznego. [czyli najpierw się człowieka oskarża, a dopiero później rozpoznaje i ustala stan faktyczny]
Wskazano, że zlecenie przeprowadzenia interwencji u mnie w mieszkaniu załoga policji otrzymała od dyżurnego, gdzie uzyskali (bliżej nieokreślone) informacje, na podstawie których powzięli uzasadnione podejrzenie występowania przemocy w rodzinie sporządzając "Notatkę urzędową o przemocy w rodzinie" - czyli tzw. Niebieską Kartę.
Jednocześnie wskazano, że sporządzenie NK jest wymagane w celu udokumentowania przeprowadzonych czynności i w celu uruchomienia procedury pomocy rodzinie i zaangażowania innych instytucji i służb i że nie jest to dokument sporządzany na wniosek lub żądanie.
Ponieważ nadal nie uzyskałem żadnych informacji na temat "faktów i okoliczności", które uzasadniałyby wystawienie przeciw mi NK, w wyniku czego skutecznie pozbawiano mnie prawa do dochodzenia swych racji na drodze sądowej, ponownie wystąpiłem do KSP z prośbą o ich wskazanie.

Tym razem w odpowiedzi otrzymałem:
Odpowiadając na kolejne pismo dotyczące podstaw i dowodów sporządzenia NK uprzejmie informuję, że wyczerpującą odpowiedź otrzymał Pan w piśmie z dnia...
Uruchomienie procedury NK rozpoczyna się zawsze, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie zaistnienia przemocy w rodzinie.
W związku z tym, że karta-A (NK) jest jedynie formą dokumentowania zebranych informacji, sporządzenie jej nie opiera się na niezbitych dowodach istnienia przemocy.
Odpowiadając na postawione przez Pana pytanie przypominam, że data interwencji była podana w poprzednim piśmie, natomiast inne okoliczności nie są istotne dla prowadzonej procedury.
A pytań rodziło się coraz więcej:

R ponownie wprowadza w błąd organy ścigania

W między czasie wizytę w naszym mieszkaniu złożył dzielnicowy.
Podczas rozmowy R ponownie stwierdziła, że w dniu 2008-12-08 "złapałem ją ręką za szyję i podniosłem do góry tak, że jej nogi wisiały wysoko nad ziemią".

Zaszokowany tym, co usłyszałem zrozumiałem, że padłem ofiarą przygotowanej intrygi, w której radca prawny R podstępnie dopuściła się fałszywego oskarżenia niewinnej osoby, zgłoszenia organom ścigania przestępstwa, którego nie popełniono oraz stworzenia fałszywych dowodów w postępowaniu sądowym. A wszystko to tylko po to, by pomówić i oczernić mnie przed sądem w dopiero co rozpoczętej sprawie rozwodowej.
Za takie coś w normalnym kraju idzie się do więzienia.

Wiedząc, że zostałem fałszywie pomówiony o czyny, których nie popełniłem i że to podstępne i celowe oskarżenie będzie miało daleko idące negatywne dla mnie skutki prawne rozumiałem, że muszę tę sprawę wyjaśnić do końca.
Ale nie było to proste - wyraźnie komuś mocno zależało, by mistyfikacja ta jak najdłużej pozostawała w ukryciu.

Po nitce do kłębka

Wtedy też dokładnie przejrzałem wszystkie nagrania z tego okresu i po dokładnym odsłuchaniu materiału z 8 grudnia, nagle wszystko stało się jasne... zostałem przez R fałszywie wrobiony.

Nie miałem żadnych wątpliwości, że fakt fałszywego oskarżenia mnie przez R był umyślnym, zamierzonym i dobrze zaplanowanym działaniem R, by w toczącej się sprawie rozwodowej w sposób całkowicie fałszywy stworzyć pozory istnienia przemocy z mojej strony oraz uniknąć skutków prawnych w toczącego się wówczas w jej sprawie kolejnego postępowania z art.207kk o znęcanie się nad rodziną - co także jej się udało.
Niebieska Karta była dla niej bardzo pomocna, nie tylko w sprawie rozwodowej, ale także w innych, dzięki czemu skutecznie pozbawiła mnie dostępu do dzieci, wspólnego mieszkania (w którym powymieniała zamki i do którego sprowadziła obce osoby), samochodu itd. zawłaszczając praktycznie cały posiadany przeze mnie majątek.

Plan był prosty

I w ten oto prosty sposób z perfidnie wymyślonego oszustwa uzyskano bardzo mocny i trudny do zbicia dowód w postępowaniu sądowym, który spowodował, że dla sądu to ja stałem się sprawcą przemocy domowej, a R jej ofiarą.

Odpowiedzialność karna

art. 234 kk
Kto, przed organem powołanym do ścigania lub orzekania w sprawach o przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne, fałszywie oskarża inną osobę o popełnienie tych czynów zabronionych lub przewinienia dyscyplinarnego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Po skompletowaniu dokumentów, złożyłem do Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 234kk, polegającego na fałszywym oskarżeniu mnie przed funkcjonariuszami Policji w dniu 8 grudnia 2008r. o stosowanie przemocy domowej - to jest o czyn zabroniony, którego nie popełniłem, a następnie wykorzystaniu tego jako dowodu w postępowaniu sądowym.
Jako sprawcę popełnionego przestępstwa wskazałem R.

W uzasadnieniu wykazałem, żę przestępstwo to zostało popełnione umyślnie z zamiarem bezpośrednim czego dowodzą wskazane dowody (nagrania audio i video, dokumenty) oraz, że R już wielokrotnie groziła mi złożeniem przeciw mnie fałszywego oskarżenia wymuszając na mnie i wbrew mojej woli określone działania.

Brak znamion czynu zabronionego

Asesor Prokuratury Rejonowej odmówił wszczęcia dochodzenia w sprawie składania fałszywych oskarżeń w dniu 8.12.2008r. przez R wobec osoby Dariusza [***] przed funkcjonariuszami KRP, to jest o czyn z art. 234kk wobec braku znamion czynu zabronionego.
W swym uzasadnieniu prokurator podaje:
W realiach niniejszej sprawy nie można mówić o złożeniu fałszywego oskarżenia przez R, o czym traktuje omawiane doniesienie o przestępstwie. Występujące w przepisie art.234kk znamię "oskarża" oznacza podjęcie konkretnego działania, które zmierza do spowodowania ścigania lub oskarżenia w sprawie o przestępstwo, przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne przeciwko konkretnej osobie. Oskarżenie może polegać na ustnym lub pisemnym zawiadomieniu o popełnieniu przez wskazaną osobę czynu, o którym w tym przepisie mowa, ale może też polegać na złożeniu ustnego oświadczenia do organów, do których zadań należy ściganie lub orzekanie o przestępstwio, wykroczenie lub przewinienie dyscyplinarne - Komentarz do art.234kk (Dz.U.97.88.553)
W tym miejscu należy wskazać, że również wezwanie funkcjonariuszy policji na interwencję nie wypełnia znamienia "oskarża" określonego w dyspozycji art.234kk i jego siatki pojęciowe, nawet jeżeli jest ono nieuzasadnione, podobnie jak założenie NK nie jest działaniem zmierzającym do spowodowania ścigania lub oskarżenia.
Działaniem takim jest bowiem złożenie zeznań, oświadczeń, czy zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa.
W niniejszej sprawie wskazać należy, że wobec Dariusza [***] na podstawie ww. interwencji nie zostało wszczęte postępowanie przygotowawcze w sprawie o przestępstwo.
R nie złożyła więc żadnych zeznań, oświadczeń, czy zawiadomienia o popełnieniu przstępstwa w tejże sprawie, gdyż w przypadku przeciwnym byłoby prowadzone postępowanie przygotowawcze, o którym Pan jako osoba podejrzewana o jego popełnienie musiałby wiedzieć, bo byłby w tej sprawie co najmniej przesłuchiwany w charakterze świadka w trybie art. 183kpk.

Pytania i wątpliwości?

Co się zatem działo tuż przed 21:00 w mieszkaniu pod moją nieobecność?
Z dokumentów, do których niedawno dotarłem osoba, która wg. ustaleń zawiadomiła policję podała, że "Słyszy awanturę i krzyki w mieszkaniu, w którym przebywa dwójka małych dzieci".
Czy były to kolejne przejawy jakże częstej przemocy matki wobec dzieci, która wściekła swym nieudanym podstępem odreagowywała swą złość na małych dzieciach?

A życie toczy się dalej

R w dalszym ciągu przy każdej możliwej okazji dopuszcza się kolejnych kłamstw i manipulacji, powołując się na istnienie teczki przemocy (NK) przeciw mnie, kłamiąc i oczerniając mnie, a ja, fałszywie oskarżony obywatel Rzeczypospolitej Polskiej nie jestem w stanie żadnymi prawnymi środkami oczyścić się z podstępnej mistyfikacji oraz wytworzonych w ten sposób fałszywych zarzutów.
Jest to kolejny przykład nieudolności wymiaru sprawiedliwości Państwa Polskiego oraz odbierania jego obywatelom prawa do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art.45, w zb. z art.77 ust.2 Konstytucji RP), jak i prawa do uczciwego procesu sądowego (art.6 EKPC) oraz prawa do skutecznego środka odwoławczego (art.13 EKPC).
Podstęp, którego się dopuściła R jest dość powszechny i dobrze znany. W sieci można znaleźć bardzo wiele podobnych przykładów, np.: