Jak R manipulowała dowodami sądowymi

R studiując w trakcie małżeństwa prawo, wielokrotnie opowiadała mi jakie zna sposoby na fabrykowanie i manipulowanie dowodami w postępowaniach, tak by robić to całkowicie bezkarnie, jak to mówiła "w białych rękawiczkach" i nie dać się złapać.

Jeden z opisanych przez nią przykładów polegał na bardzo prostym triku - zobaczcie jak to działa:
  1. Bandyta opowiada świadkowi dowolne zmyślone historie, "bajki".
  2. Bandyta ma prawo opowiadać bajki komukolwiek, gdyż nie robi tego pod odpowiedzialnością karną.
  3. Następnie podstawiony świadek zeznaje w sprawie powtarzając zasłyszane bajki przed sądem.
  4. Świadek ma prawo składać zeznania zgodnie z posiadaną wiedzą - także zasłyszaną (nie musiał on widzieć tych bajek naocznie, wystarczy, że ją słyszał).
  5. Świadek zeznając w sądzie bajki nie kłamie, on mówi prawdę, bo faktycznie bajki te słyszał, naprawdę!
  6. Ponieważ zeznania świadka mają moc dowodową, dowodem stają się także podane przez niego bajki.
Sąd zaczyna więc wierzyć w bajki, gdyż zostały one ujawnione w toku prowadzonych czynności dowodowych.
Nikogo nie można pociągnąć do odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań.
Świadek jest "czysty", a bandyta się cieszy.
Prawda, że proste?
Dokładnie w taki sam sposób zostałem już kilkukrotnie przez R wrobiony.

A teraz wyobraź sobie, że takich świadków jest kilku i każdy z nich opowiada dokładnie tę samą bajkę.
Komu sąd będzie wierzył?
Bandycie i jego podstawionym świadkom, czy fałszywie pomówionemu, którem poza zaprzeczeniem nie pozostaje praktycznie nic innego do obrony?

Bo niby jak osoba fałszywie pomówiona miałaby udowodnić, że na przestrzeni wielu lat bardzo ogólnie podane przez świadków zdarzenia nie miały nigdy miejsca?
Jak udowodnić coś, czego nigdy nie było?

Fałszywi świadkowie

Dokładnie w ten sposób zachowywali się świadkowie ze strony R.
Przykładowo Katarzyna H. - siostra R, która zeznając na pierwszej rozprawie mówiła dokładnie to, co jeszcze kilka dni temu kazała jej powiedzieć R.
Pomimo, że świadek był proszony o wskazywanie źródła podawanych przez siebie informacji to robił to bardzo ogólnikowo i niechętnie.
Celowo w swych wypowiedziach mieszał różne wątki, często bardzo odległe od siebie, tak by wplatając w nie historie zmyślone, zacierać granice między tym co w rzeczywistości widział, a co tylko słyszał.
Swe chaotyczne wypowiedzi często zestawiał w zawiłym kontekście, tak dobierając używane przy tym słowa, tak by jego wypowiedź sugerowała, że był on naocznym obserwatorem podawanych przez siebie zdarzeń.

Zeznania takie często charakteryzuje wysoki stopień ogólności, brak podawania dat oraz czynników umożliwiających lokalizację danego zdarzenia w miejscu i czasie.

Wybiórcza pamięć

Kolejnym stosowanym przez R sposobem manipulowania dowodami było wybiórcze pomijanie niekorzystnych dla R aspektów przez powoływanie się "na niepamięć".
Ciężko jest udowodnić zeznającemu, że celowo ukrywa niekorzystne dla strony okoliczności - tylko dobry obserwator jest w stanie rozpoznać po zachowaniu, czy świadek mówi prawdę, czy kłamie.
Sądy w znikomym stopniu dopuszczają dowody np. z badań na wariografie, przez co naturalnie pojawia się uzasadnione ryzyko, że nieuczciwy zeznający będzie mataczył i celowo wprowadzał wymiar sprawiedliwości w błąd, co w moim przypadku bardzo często miało miejsce.

Przebieg takich przesłuchań przypomina wówczas farsę, w której łatwowierni i nadzwyczaj naiwni bohaterowie zostają wciągnięci w serię coraz bardziej nieprawdopodobnych wydarzeń.
Znamienne jest to, że raz świadek z chirurgiczną wręcz precyzją jest w stanie opisywać kłamliwe zdarzenia, o których kilka dni temu powiedzieć kazała mu R, umyślnie osadzając je w rzeczywistych realiach, a z drugiej strony ten sam świadek nie jest w stanie podać innych aspektów opisywanego zdarzenia jak np. miejsca i czasu zdarzenia, panującej wówczas pogody, obecność innych osób, a nawet tego co świadek wówczas mówił, co robił (np. czy filmował zdarzenie, czy też nie) - tu nagle pojawia się amnezja.

Pytanie A, odpowiedź B

Innym groteskowym wręcz zachowaniem powoływanych przez R świadków było odpowiadanie zupełnie o czym innym, niż dotyczące go pytanie.
Sędzia pyta się o jedno, a świadek odpowiada czymś innym. Sędzia ponownie pyta się o to samo, a świadek znowu mówi o czymś innym.

Po którymś takim pytaniu z rzędu sąd też staje się zmęczony taką formą współpracy i nie próbuje już dalej wyjaśniać czegokolwiek, często protokołując wszystko jak leci, co tylko świadek powie.

Gdy pomawiana strona próbuje doprecyzować wątpliwe zeznania, sąd oddala pytania, twierdząc, że przecież świadek udzielił już na nie odpowiedzi.
Skutek jest taki, że zeznania, na których R zależało znalazły się w protokołach, a te które byłyby dla niej niekorzystne już nie.

Odpowiedzialność karna

Art. 233 kk
§ 1. Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Siostra R kłamie pod przysięgą

Zeznająca pod przysięgą (po odebraniu przyrzeczenia) w charakterze świadka siostra R - Katarzyna H. pod naporem pytań zaczęła się plątać i samej sobie przeczyć.
Przewodnicząca składu sędziowskiego wykazała się jednak dużą czujnością i widząc to, przerwała zadawanie przez strony pytań, wracając do jednego ze zdarzeń opisanym w ostatnim piśmie procesowym R.
Sędzia przeczytała dwa pierwsze zdania z pisma R, które Katarzyna H. potwierdziła mówiąc, że zdarzenie te widziała.
Następnie Sędzia trzymając przed sobą pismo R dopowiedziała 2 kolejne zdania (nie istniejące w piśmie i celowo wymyślone przez Sędzię), z których wynikało, że zrobiłem coś, co nigdy nie miało miejsca.
Katarzyna H. potwierdziła wymyślone przez Sędzię chwilę wcześniej zdarzenia, potwierdzając ich prawdziwość i mówiąc, że to widziała.
Sędzia z zadowoleniem głośno i wyraźnie podyktowała do protokołu, to co właśnie fałszywie poświadczyła Katarzyna H. dodając, że było to NIEPRAWDĄ!

Świadek wpadł w panikę, R oraz jej adwokat również zorientowali się, że świadek został właśnie przez Sędzię przyłapany na kłamstwie i natychmiast wycofali świadka kończąc jego przesłuchanie.

Kolejny świadek również złapany na kłamstwie

Kolejnym zeznającym pod przysięgą świadkiem R była jej koleżanka R z pracy Anna.
Tu sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Przed rozprawą R kontaktowała się ze świadkiem opowiadając mu i sugerując, co świadek ten powinien przed sądem opowiedzieć i o czym absolutnie mówić nie może.

Również i ten świadek zeznawał pod przysięgą (po odebraniu przyrzeczenia), od samego początku idąc w zaparte, co do zdarzeń, w których osobiście brał on udział.
Po kilkukrotnym poświadczeniu nieprawdy, mój pełnomocnik w trakcie przesłuchania przedstawił sądowi oraz świadkowi dowody (zdjęcia), z których bezspornie wynikało, że świadek kłamał i w sposób celowy wprowadzał w błąd wymiar sprawiedliwości.

Świadek po obejrzeniu zdjęć, bardzo się przestraszył i przyznał się do poświadczenia nieprawdy.
Następnie wycofał się z fałszywie złożonych zeznań prostując je.
Art. 233 kk
§ 5. Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia, jeżeli:
Pkt. 2 - sprawca dobrowolnie sprostuje fałszywe zeznanie, opinię lub tłumaczenie, zanim nastąpi, chociażby nieprawomocne, rozstrzygnięcie sprawy
Wystraszony świadek zaczął się tłumaczyć, że to o czym mówił w kontekście sytuacji panującej w domu stron i relacji z dziećmi uzyskał wyłącznie od R oraz że żadnego z podanych zdarzeń nigdy osobiście nie widział, gdyż nigdy nawet nie był u nas w domu.

Po takim czymś zarówno R jak i pozostali zgłaszani jej świadkowie powinni zostać zdyskredytowani.

Pisma procesowe

Kolejnym elementem taktyki R było oskarżanie mnie, pomawianie i obrzucanie mnie błotem.
R wiedziała jednak, że po spektakularnych wpadkach jej świadków nie może tego robić pod odpowiedzialnością karną.
Zaczęła więc generowanie olbrzymich ilości pism procesowych oraz wniosków, w których bezkarnie pisała co tylko chciała.

Z początku na każdą nieprawdę i każdy podnoszony przez nią zarzut pisałem pisma i dostarczałem kolejne dowody obalające jej tezy.
Choć mój pełnomocnik twierdził, że pisma procesowe same w sobie oraz zawarta w nich treść nie stanowi stricte dowodu w sprawie i że wystarczy podnoszonym tam tezom po prostu zaprzeczyć, miałem obawy, że jeśli się do nich precyzyjnie nie odniosę, to przy tak wielu tomach akt, nigdy nie będę pewien, co wpadnie w oko sędziemu podejmującemu finalną decyzję.

Skrupulatne obalanie fałszywych tez R miało też taką zaletę, że jasno pokazywało prawdziwe jej intencje oraz zakłamanie i fałsz jakim uporczywie usiłowała oszukiwać wymiar sprawiedliwości.
Minusem zaś było to, że akta puchły w zastraszającym tempie i powoli mało kto był w stanie nad nimi zapanować.

Celowe rozmywanie i zaciemnianie

R dobrze wiedziała, że arsenał dowodów jakie przedstawiłem w postępowaniu rozwodowym stawia ją w nienajlepszym świetle.
Każdorazowo szczegółowo odpowiadałem odnosząc się do podnoszonych przez nią zarzutów i dostarczając dziesiątki, jak nie setki nowych dowodów ukazujących jej kłamstwa i naganne zachowanie. R poprzez zupełnie bezpodstawne i bezkarne obrzucanie mnie błotem w pismach procesowych, odwracała uwagę Sądu od kluczowych dla sprawy aspektów.

Oprócz zalewania sądu lawiną pism procesowych o kłamliwej treści, R powoływała także, czasem po kilka razy, tych samych świadków, którzy nie zawsze stawiali się na wyznaczone terminy rozpraw. Składała też wnioski, z których się następnie wycofywała wpływając na bieg postępowania (np. zawrócenie akt z RODK i wielomiesięczne przesunięcie terminu badań).

Nigdy do końca nie będziesz pewien

Sąd w toku postępowania wykonuje określone czynności. Ale nigdy nie poda jakim dowodom daje wiarę, a jakim nie. Rzadko kiedy wychodzi także z własną inicjatywą mającą na celu uzyskanie bardziej wiarygodnych dowodów.
Któremu z dowodów sąd dał wiarę, a któremu nie dowiadujesz się dopiero po ogłoszeniu wyroku - najczęściej w treści uzasadnienia, które pojawia się kilka dni lub tygodni po zakończeniu postępowania, a więc wtedy, gdy na sprostowania jest już za późno.

Często jest tak, że strona po prostu nie jest w stanie fizycznie przedstawić wszystkich możliwych dowodów, gdyż musiałoby się to wiązać z przewidzeniem i uwzględnieniem każdego możliwego do powzięcia scenariusza strony przeciwnej, co w konsekwencji doprowadziłoby do zalania sądu lawiną najróżniejszych dokumentów pod kątem każdej możliwej strategii strony przeciwnej - zarówno tej powziętej jak i nie.

W mojej ocenie jest to chyba jeden z najczęściej wykorzystywanych przez sądy argumentów do wydania określonego werdyktu.
Z jednej strony ogranicza się inicjatywę dowodową, a z drugiej uznaje się za wiarygodne niczym nie poparte gołosłowne kłamstwa strony przeciwnej. Ot, taka furtka by móc zawsze przeważyć szalę na odpowiednią stronę.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa

Ponieważ zostałem przez świadka Katarzynę H. fałszywie pomówiony, a jej zeznania służyły za dowód w postępowaniu sądowym, nie mając innej możliwości obrony swych praw złożyłem do Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Osobie tej zarzuciłem na podstawie art. 233 kk §1:
Przedstawiłem też wyczerpujące dowody potwierdzające nie tylko samo podejrzenie, ale i fakt popełnienia przestępstwa.

Prokurator odmawia wszczęcia postępowania

Na złożone zawiadomienie nie uzyskałem odpowiedzi.
Udałem się więc do prokuratury, gdzie na miejscu dowiedziałem się, że postępowanie to nie będzie się toczyć, gdyż pani prokurator odmówiła wszczęcia tego postępowania, o czym nikt mnie nie poinformował.
Nie uzyskałem też żadnej informacji na temat podstawy jej decyzji.

Rozmowa z panią prokurator

Zgodnie z sugestią pań z sekretariatu, umówiłem się na osobistą rozmowę z prokurator Izabelą D.
Gdy przyszedłem w umówionym terminie, nie zostałem przez panią prokurator wpuszczony. Odmówiła ona ochronie wpuszczenia mnie na teren budynku prokuratury nie chcąc ze mną rozmawiać.

Wniosek o wyjaśnienie

Zaskoczony tą decyzją odręcznie napisałem wniosek o wyjaśnienie i złożyłem na biurze podawczym.
Przeszło dwa miesiące po złożeniu zawiadomienia, odebrałem pismo datowane na 18 września 2009r., w którym prokurator Izabela D. odmówiła wydania mi wglądu w akta postępowania oraz wydania odpisu postanowienia dot. odmowy wszczęcia śledztwa oraz jego uzasadnienia, o co wystąpiłem.
W uzasadnieniu czytamy:
Z uwagi na to, iż w przedmiotowym postępowaniu p. Dariusz nie występował w charakterze strony, a zgodnie z art. 156 §5 kpk jedynie stronom i tylko za zgodą prowadzącego postępowanie wydaje się odpisy lub kserokopie akt sprawy, stwierdzić należy, iż nie jest on osobą uprawnioną do uzyskania kopii bądź odpisów z akt sprawy, w tym postanowieniu o odmowie wszczęcia śledztwa.
W przedmiotowej sprawie nie zachodzi także wskazany w zd. 2 w/w artykułu wyjątkowy wypadek, uzasadniający wydanie p. Dariuszowi kopii bądź odpisu w/w postanowienia.
Warto dodać, iż artykuł 156 §5 kpk przez lata budził wiele kontrowersji i wątpliwości, co do jego zgodności z konstytucją.

Co więcej istnieją orzeczenia Sądu Najwyższego uznające osobę fizyczną za pokrzywdzonego w postępowaniach z art. 233kk, które w tej kwestii nie pozostawiają żadnych wątpliwości, np.:

Jak mam się bronić?

Zaraz, zaraz... przecież zostałem pomówiony o coś, czego nie zrobiłem!
Świadek bezkarnie łgał i kłamał na mój temat w sprawie sądowej mocno mnie obciążając - jak to nie jestem pokrzywdzonym?
Jak mam się zatem przed fałszywymi oskarżeniami bronić?
Art. 159 kpk
Na odmowę udostępnienia akt w postępowaniu przygotowawczym przysługuje stronom zażalenie; na zarządzenie prokuratora zażalenie przysługuje do prokuratora bezpośrednio przełożonego.

Zażalenie

Nie rozumiejąc takiego zachowania, kilka dni później złożyłem zażalenie, w którym raz jeszcze jasno i klarownie przestawiłem swoje stanowisko oraz szkody jakie w wyniku popełnienia tego przestępstwa doznałem, wnosząc o uchylenie wydanego postanowienia o odmowie wszczęcia i uznanie mnie za stronę pokrzywdzoną.

Odpowiedź prani prokurator:
Izabela D. Prokurator Prokuratury Rejonowej zarządziła odmówić przyjęcia zażalenia z uwagi na wniesienie go przez osobę nieuprawnioną.
Pani Prokurator pozbawiając mnie dodatkowo prawa do wniesienia zażalenia, ponownie w swej decyzji powołuje się na art. 156 §5 kpk, jednocześnie dodając:
Mając na względzie fakt, iż zgodnie z art. 159 kpk zażalenie na odmowę udostępnienia akt w postępowaniu przygotowawczym przysługuje stronom, a p. Dariusz nie został uznany za stronę przedmiotowego postępowania.

Pytania i wątpliwości

A życie toczy się dalej

Do dzisiaj nie wiem, dlaczego postępowanie to nie zostało wszczęte i dlaczego sprawca przestępstwa ani nie wycofał się ze swych fałszywych oskarżeń, ani nie poniósł żadnej kary.

Nie wiem też czym w swej decyzji kierowała się pani prokurator.
Mam tylko nadzieję, że nie faktem, iż zarówno świadek, jak i większość jego najbliższej rodziny pracowała lub nadal pracuje na wysokich stanowiskach w policji, bo w przeciwnym razie sprawa ta nabrałaby zupełnie innego, znacznie głębszego wymiaru.
I na tym właśnie polega kolejna paranoja polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Osoba, na której szkodę w postępowaniu sądowym złożono fałszywe zeznania, którą oczerniono i fałszywie oskarżono, w świetle polskiego prawa nie jest uznawana za osobę pokrzywdzoną! Pokrzywdzonym jest... wymiar sprawiedliwości!
Jak dla mnie jest to kolejna martwa regulacja prawna, która przenosi "władzę decyzyjną" w ręce prokuratora, od którego dobrej woli zależy dalszy los i penalizacja przestępstwa - raz jeszcze podkreślę PRZESTĘPSTWA zagrożonego karą do 3 lat więzienia, którego tolerowanie i ciche przyzwalanie łamie fundamenty praworządności.
Osoba, która w wyniku tego przestępstwa poniosła wymierne straty osobiste, jak widać, nie ma żadnej możliwości obrony i szans dochodzenia swych praw.